1
Marian Pirożyński
Kształcenie charakteru
SPIS ROZDZIAŁÓW
Od Autora ......................................................2
I
Znaczenie charakteru ................................3
II
Możliwość kształcenia charakteru ..................7
III
Określenie celu........................................13
IV Wybór ideału ........................................18
V
Program pracy........................................21
VI Tworzywo charakteru................................27
VII Temperament ........................................34
VIII Nasze zalety narodowe ..............................39
IX Nasze wady narodowe ..............................44
X
Wróg charakteru Nr 1 ..............................49
XI Filozofia rozkoszy....................................54
XII Duch i materia ......................................61
XIII Wróg charakteru Nr 2 ............... 67
XIV Uporządkowanie myśli ...............73
2
XV Postanowienia ....................80
XVI Trening ........................87
XVII Etapy treningu....................93
XVIII Dobre wychowanie .................100
XIX Praca i sport.....................104
XX Higiena ........................106
Od wydawcy .........................110
Od Autora
Pewien uczeń spotkał się podczas wakacji z kolegą, którego już dawno nie
widział. Obaj wdali się w rozmowę o swoich wyczynach sportowych.
Czy ty dobrze pływasz? — zapytał kolega.
Naturalnie — brzmiała odpowiedź, niestety, niezgodna z prawdą, gdyż uczeń
nasz z wyjątkiem wanny nigdy w wodzie nie był.
I nurkować też umiesz?
Ma się rozumieć!
Jeżeli tak — ciągnął dalej kolega — to się dobrze składa. Niedaleko stąd znam
wyborne miejsce do nurkowania, głębokie na kilkanaście metrów. Chodź,
pójdziemy!
Nie wypadało się cofać...
Więc poszli!
Samochwalca zląkł się swego kroku. Na pewno utonie... Ale czy mialprzyznać
się do kłamstwa? Za nic w świecie! Jakoś tam będzie.
Rozebrał się i skoczył do wody.
I stała się dziwna rzecz. Mięśnie jego rąk, broniąc się instynktownie przed
śmiercią, zaczęły wykonywać właściwe ruchy i młodzieniec ku wielkiemu
swemu zdumieniu skonstatował, że nie tonie. Co więcej, bez niczyjej pomocy
utrzymuje się na powierzchni wody, czyli pływa. To instynkt
samozachowawczy nauczył go sztuki pływania w ciągu kilku chwil.
Udało mu się.
3
Iluż to współczesnych młodzieńców jest podobnych do owego ucznia!
Niezadługo będą musieli zacząć samodzielne życie, lecz oni o tej poważnej
sprawie myśleć nie chcą. Zamiast się do życia
przygotować sumiennie, marnują czas na błahostkach i twierdzą z miną pewną
siebie, że jakoś tam będzie... A potem nieprzygotowani rzucają się w wir życia,
jak ów uczeń.
Jemu się udało. Ale czy wszystkim się udaje? Niestety, większość, i to
olbrzymia większość, tonie. Marnują życie... Bo się nie przygotowali. Wierzyli
w swoją szczęśliwą gwiazdę... I zawiedli się sromotnie!
Książka niniejsza ma dopomóc młodzieży w przygotowaniu do życia. Więc nie
dla starych, ale dla młodych duchem jest przeznaczona.
Dla młodych, którzy szukają Ideału, godnego człowieka.
Dla entuzjastów, a nie dla zblazowanych sceptyków, którzy nie wierzą w postęp.
Dla tych, co mierzą siły na zamiary.
I dla tych, co dążą tam, gdzie wzrok nie sięga.
Rozdział I
Znaczenie charakteru
Słowo „charakter” tkwi swymi początkami w języku greckim, w którym
„charaks” oznacza: „pal”, „charassejn” = „przycinać, karbować”, a ”charakter”
— w pierwotnym znaczeniu: „kształt właściwy palowi granicznemu”, w
znaczeniu zaś dalszym: „znak powszechnie przyjęty na odróżnienie granic
jednej posiadłości od drugiej”, w ogóle: coś stałego, niezmiennego, jak np.
maska aktora. Stąd już tylko krok jeden do znaczenia obecnego. W przenośni
rozumiano przez „charakter” duchowe oblicze człowieka, czyli właściwy mu
sposób myślenia, mówienia i działania. W tym znaczeniu „charakter” zyskał
prawo obywatelstwa w nowożytnych językach, stając się słowem
międzynarodowym, które wyraża stałe usposobienie wewnętrzne, nadające
postępowaniu człowieka jednolity kierunek1.
Zgodnie z etymologicznym pochodzeniem słowa „charakter’* przypisuje się
tylko tym ludziom, którzy posiadają wyraziste oblicze duchowe i których
postępowanie ma cechy stałości i wytrwałości. Człowieka tego pokroju
wysławia Horacy:
Prawego męża o niezłomnej duszy ni tłuszcza dzikim szałem rozkiełzana, ani
groźny wzrok tyrana niczym nie ugnie, hartu w nim nie skruszy.
4
Jeżeli natomiast ktoś jest chwiejny w swych zasadach, a w postępowaniu
zmienny, ulega wypadkom dnia i doznanym wrażeniom, to mówi się o nim, że
jest człowiekiem „bez charakteru”.
Zależnie od celu, do którego charakter jest skierowany, możnaby mówić o
dobrym albo o złym charakterze. Jednakże zwykle rozumie się charakter w
dobrym znaczeniu, jako stałe usposobienie, nakłaniające człowieka do wiernego
wypełniania obowiązków mimo zewnętrznych przeszkód i trudności
wewnętrznych3.
Ten zdrowy sąd opinii powszechnej, skłonnej do nadawania słowu „charakter”
jedynie dobrego znaczenia, ma swą głęboką rację w tym, że tylko dobry cel ma
w sobie moc wiążącą nasze czyny i zapewnia władzom duszy stałość w
działaniu. Natomiast zły cel, będąc zaprzeczeniem Dobra, rozprzęga władze
duszy i ciała i wprowadza je w stan bezkierunkowości, wskutek czego stałość
postępowania na dłuższą metę jest nie do pomyślenia.
W powyższym określeniu są zawarte dwa składniki charakteru tak istotne, że
gdyby tylko jednego z nich zabrakło, nie może być mowy o charakterze. Są
nimi:
Wierność obowiązkowi — według powszechnego przekonania, człowiek ma
dopiero wtedy pełny charakter, gdy wykonuje sumiennie wszystko, do czego
jest obowiązany. Opinia jest pod tym względem nieubłagana: nie pyta się o
zalety ciała czy umysłu, nie liczy się z pochodzeniem, urodą, zasługami nauko-
wymi, wyczynami sportowymi itd. Gdy ma wydać wyrok o czyimś charakterze,
stosuje zawsze probierz obowiązkowości.
Niektórzy pisarze chcieliby z określenia charakteru usunąć wierność
obowiązkowi, a na jej miejsce wstawić: „wierność swoim osobistym
przekonaniom”. Na taką poprawkę żadną miarą zgodzić się nie można,
ponieważ otwiera ona furtkę niebezpiecznemu subiektywizmowi, który gotów
będzie nazywać charakterem egoistyczny opór, samowolę, nawet fanatyzm.
Stałość — to druga nieodzowna cecha charakteru. Chodzi bowiem nie o
chwilową wierność obowiązkowi, ale o trwałe usposobienie, które się nie
zmienia z biegiem czasu. Przemijające porywy, na które niekiedy — częściej
lub rzadziej — każdy zdobyć się może, nie stanowią jeszcze charakteru. Gdyby
ktoś okazał się wierny swym zasadom tylko do pewnego punktu, a zawrócił z
drogi wobec piętrzących się trudności, to trzeba o nim powiedzieć, że ma słaby
5
charakter, a ściśle mówiąc nie ma go wcale. Iluż to ludzi pod wpływem
chwilowego zapału potrafiło dokonać wyjątkowych, wprost bohaterskich
czynów, ale gdy nastrój przeminął, wracali do przyziemnych, egoistycznych
pobudek postępowania... A wówczas na tle ich dawnego zapału i poświęcenia
jakże smutnie odbijała ich małość duchowa. Byli „bohaterowie”, którzy wśród
gradu kul szli nieustraszenie do ataku gardząc śmiercią, ale w godzinę potem nie
mieli siły moralnej, by się powstrzymać od pijaństwa, albo rozpusty, albo od
grabieży. Całość ich postępowania okazała, że brak im było pełnego charakteru,
a ich „bohaterstwo” pochodziło z przemi- jującego podniecenia nerwów.
Tymczasem prawdziwy charakter to bohaterstwo nie od święta, lecz na co dzień.
Wierność obowiązkowi i stałość składają się na usposobienie, które nie zależy
od wpływów tak zewnętrznych, jak wewnętrznych. Im wszechstronniej
rozwinięty jest charakter, tym doskonalsza jego niezależność.
Dużo pięknych charakterów wydał Rzym starożytny. Wszystkim jest znana
stałość Regulusa, który dotrzymał przysięgi wrogom złożonej i wolał życie
stracić, niż przysięgę złamać. O senatorze Fabrycjuszu wyraził się powiernik
Pirrusa po bezskutecznych staraniach, żeby go przekupić: „Łatwiej słońce
zawrócić z drogi, po której krąży, niż Fabrycjusza sprowadzić ze ścieżki
uczciwości”.
Mocny charakter posiadał ów żołnierz rzymski, który stał na warcie w Pompei,
w roku 79 po narodzeniu Chrystusa. Gdy z Wezuwiusza buchnęła nagle ognista
lawa i popłynęła na miasto niosąc śmierć i zniszczenie, on nie zeszedł z
posterunku. Nie było rozkazu. Nikt nie przyszedł go zluzować, więc stał na
miejscu wyznaczonym sobie przez żołnierski obowiązek, aż go dokoła ogarnęła
roztopiona lawa. Po osiemnastu wiekach, gdy odkopano nieszczęsne miasto,
znaleziono go w rynsztunku bojowym, jako ofiarę obowiązku, wymowny
dowód bohaterstwa szarego żołnierza rzymskiego.
Jeszcze piękniejszy dowód poświęcenia żołnierskiego dał oficer polski w XVII
wieku. Gdy na mocy układu karłowickiego Kamieniec Podolski został zwrócony
Polsce, twierdzę miał przejąć Marcin Kątski. Razem z paszą tureckim zszedł do
lochów podziemnych, gdzie były złożone zapasy prochu. Wówczas Turek rzucił
na beczkę z prochem knot tlący się, chcąc wysadzić twierdzę i miasto. Kątski
porwał knot i póty trzymał go w dłoni, aż się wypalił do końca...
I w naszych czasach trafiają się również charaktery wierne obowiązkowi,
choćby za cenę życia. W roku 1934 lekarz włoski, dr Triolo, profesor
uniwersytetu rzymskiego, dokonywał niebezpiecznej operacji, od której zależało